„Hegemony” to gra, która od samego początku jasno komunikuje swoje ambicje. Tu nie chodzi o lekką, abstrakcyjną eurogrę, w której zarządza się zasobami oderwanymi od kontekstu. Już w opisie świata przedstawionego dostajemy wizję państwa pogrążonego w kryzysie: gospodarka się sypie, napięcia polityczne rosną, system socjalny jest osłabiony, a każda z grup społecznych walczy o własne interesy. I właśnie w ten konflikt zostajemy wrzuceni – nie jako anonimowy gracz, ale jako konkretna klasa społeczna lub samo państwo.
To, co od razu zrobiło na mnie ogromne wrażenie, to fakt, że każda rola w grze jest asymetryczna i działa według zupełnie innych zasad. Working Class, Middle Class, Capitalist Class oraz State to nie tylko inne cele punktowe – to inne sposoby myślenia o grze, inne tempo, inne problemy i inne emocje towarzyszące rozgrywce.
Klasa pracująca
Grając klasą pracującą, nieustannie czułem presję podstawowych potrzeb. Moi robotnicy pracują, zarabiają pieniądze, ale te pieniądze niemal natychmiast znikają na jedzenie, zdrowie, edukację czy – jeśli się uda – dobra luksusowe. Mechanika dobrobytu bardzo dobrze oddaje ten balans: z jednej strony daje realne punkty zwycięstwa, z drugiej w każdej rundzie automatycznie spada, zmuszając mnie do ciągłego „biegania w miejscu”. To frustrujące w dobrym znaczeniu – dokładnie tak, jak powinno być.
Do tego dochodzą związki zawodowe, strajki, presja na płace i wpływ na politykę. Grając Working Class, miałem poczucie realnej walki o poprawę warunków życia, ale też świadomość, że każdy błąd szybko się na mnie zemści.
Klasa średnia
Middle Class to według mnie najbardziej „balansująca” rola. Z jednej strony też ma pracowników i potrzeby do zaspokojenia, z drugiej – może prowadzić własne firmy. Ciągle trzeba tu ważyć decyzje: produkować, sprzedawać, konsumować, inwestować. Prosperity działa podobnie jak u klasy pracującej, ale w innej skali i z inną dynamiką.
Gra tą klasą daje mi poczucie ciągłego lawirowania pomiędzy interesami – ani nie jestem tak zabezpieczony jak kapitaliści, ani tak bezpośrednio przyciśnięty do muru jak Working Class.
Klasa kapitalistyczna
Kapitaliści to czysta gra na pieniądz i rozwój firm. Tutaj liczy się produkcja, automatyzacja, magazynowanie, handel wewnętrzny i zagraniczny oraz gromadzenie kapitału. Bardzo podoba mi się rozdzielenie pieniędzy na Revenue i Capital – to prosty, ale genialny zabieg, który sprawia, że nie wszystko, co zarobię, od razu przekłada się na punkty.
Jednocześnie gra nie pozwala kapitalistom działać w próżni. Podatki, płace, polityka, strajki – wszystko to realnie wpływa na moje decyzje.
Państwo
Rola państwa to zupełnie inna gra. Tutaj nie chodzi o maksymalizację jednego wskaźnika, tylko o utrzymanie równowagi. Legitymizacja w oczach każdej klasy, reagowanie na wydarzenia, realizowanie agendy politycznej, zarządzanie budżetem, długami i politykami – to wszystko sprawia, że grając State czuję się bardziej jak moderator systemu niż klasyczny „gracz”, ale jednocześnie punkty zwycięstwa są jak najbardziej realne.
To rola trudna, wymagająca i bardzo odpowiedzialna – zdecydowanie nie dla kogoś, kto chce spokojnie „robić swoje”.
Mechanika – ciężka, ale logiczna
„Hegemony” jest grą złożoną, nie ma co do tego wątpliwości. Instrukcja jest obszerna, fazy rundy liczne, a zależności między systemami gęste. Jednocześnie – co bardzo doceniam – wszystko jest konsekwentne i logiczne.
Runda podzielona na fazy (Przygotowanie, Akcje, Produkcja, Wybory, Punktacja) porządkuje chaos i sprawia, że nawet przy dużej liczbie elementów wiadomo, co i kiedy się dzieje. Szczególnie dobrze wypada faza wyborów, w której głosowanie, losowe kostki z worka i wydawanie wpływów tworzą napięcie i niepewność wyniku. To momenty, przy których stół naprawdę żyje.
System kart akcji, możliwość używania ich na efekt lub jako akcje podstawowe, wymagania polityczne na kartach – wszystko to sprawia, że decyzje są wielowarstwowe i rzadko oczywiste.
Wykonanie i komponenty
"Hegemony” robi ogromne wrażenie: setki kart, dziesiątki znaczników, meeple różnych klas i typów, duża plansza główna oraz osobne planszetki graczy. Z perspektywy samej instrukcji widać, że gra została zaprojektowana z myślą o czytelności – symbole, kolory branż, jasne podziały sektorów i ról bardzo pomagają w ogarnięciu całości.
Szczególnie podoba mi się anatomiczne podejście do kart w instrukcji – dokładnie opisane elementy kart firm, wydarzeń czy agend politycznych sprawiają, że nawet przy pierwszych partiach łatwiej odnaleźć się w ikonografii.
Regrywalność i skalowanie
Gra wyraźnie skaluje się wraz z liczbą graczy, zmieniając dostępne role i niektóre mechanizmy. Już sama możliwość grania w 2, 3 lub 4 osoby daje zupełnie inne doświadczenia. Najpełniejsze, najbardziej „systemowe” doświadczenie oferuje oczywiście rozgrywka czteroosobowa, gdzie obecne są wszystkie role, wydarzenia i agendy polityczne.
Regrywalność wynika tu nie z losowości, ale z interakcji i decyzji graczy. Inne polityki, inne wybory, inne sojusze i konflikty sprawiają, że każda partia może potoczyć się w zupełnie inną stronę.
Podsumowanie – gra, która zmusza do myślenia
„Hegemony” to dla mnie gra odważna, ambitna i bezkompromisowa. Nie próbuje się przypodobać wszystkim, nie upraszcza tematów, nie ucieka od trudnych zależności. Każda decyzja ma konsekwencje, każda runda stawia nowe wyzwania, a emocje wynikają nie z losowych zwrotów akcji, ale z tarcia interesów między graczami.
Jeśli szukam gry, która nie tylko daje punkty, ale też opowiada historię systemu, w którym każdy ruch ma znaczenie – „Hegemony” zdecydowanie spełnia to zadanie.
