Są gry planszowe, które próbują opowiedzieć historię. Są też takie, które po prostu rzucają nas na planszę i każą radzić sobie samemu. Core Space: First Born zdecydowanie należy do tej drugiej grupy, ale robi to w sposób tak klimatyczny i angażujący, że bardzo szybko zaczyna się traktować tę rozgrywkę bardziej jak desperacką walkę o przetrwanie niż klasyczną planszówkę.
Już od pierwszych stron instrukcji czuć, że twórcy mieli bardzo konkretną wizję tego świata. Opowieść o starożytnej rasie First Born, która przez miliony lat pogrążyła się w szaleństwie i teraz budzi się do życia, ma w sobie coś niepokojącego. To nie jest typowe science fiction pełne sterylnych korytarzy i błyszczących laserów. Tutaj wszystko sprawia wrażenie obcego, niebezpiecznego i nieprzewidywalnego. A my jesteśmy tylko grupką handlarzy i szabrowników, którzy weszli tam, gdzie zdecydowanie nie powinni.
I właśnie to poczucie ciągłego zagrożenia jest sercem całej gry.
Klimat i pierwsze wrażenia
Pierwszą rzeczą, która robi ogromne wrażenie, jest trójwymiarowa plansza. Core Space nie wygląda jak zwykły dungeon crawler. To bardziej mała diorama science fiction rozłożona na stole. Ściany, konsole, stazy, ark’i, filary, reaktory — wszystko buduje niesamowity klimat eksploracji opuszczonych świątyń ukrytych w asteroidach.
Co ważne, to nie jest tylko dekoracja. Teren ma ogromne znaczenie mechaniczne. Linie strzału, osłony, ciasne przejścia, możliwość przeszukiwania elementów otoczenia — cały czas trzeba analizować przestrzeń. Bardzo szybko zaczyna się myśleć jak członek załogi statku kosmicznego próbujący przeżyć kolejne minuty.
Podoba mi się też to, że gra od początku mówi graczowi wprost: tutaj nie jesteś bohaterem. Gra wręcz ostrzega, że czasami najlepszą decyzją będzie ucieczka. I to nie jest pusty slogan.
Mechanika, która buduje napięcie
Największą siłą Core Space jest dla mnie to, jak wszystkie mechaniki współpracują ze sobą, żeby generować napięcie.
Z jednej strony mamy dość klasyczny system aktywacji postaci. Każdy Trader wykonuje akcje: ruch, strzelanie, przeszukiwanie, interakcje, przeładowanie czy walkę wręcz. Sam rdzeń zasad nie jest przesadnie skomplikowany, ale ogrom szczegółów sprawia, że gra staje się bardzo taktyczna.
Ruch po planszy wydaje się prosty, dopóki nie okazuje się, że wycofanie się z walki wręcz prowokuje darmowy atak przeciwnika. Nagle jedna zła decyzja potrafi skończyć się utratą postaci.
Strzelanie również nie jest bezmyślne. Zasięg, osłony, linia wzroku i ryzyko trafienia sojusznika podczas walki w zwarciu powodują, że praktycznie każdy strzał trzeba przemyśleć. Bardzo podoba mi się też mechanika amunicji. Oddawanie strzałów nie tylko opróżnia magazynki, ale jednocześnie podnosi poziom Hostility. A to oznacza większą agresję First Born.
I właśnie Hostility jest jedną z najlepszych mechanik całej gry.
Hostility, czyli ciągła presja
W wielu grach kooperacyjnych zagrożenie jest dość statyczne. Tutaj sytuacja stale się pogarsza.
Każda runda zwiększa poziom Hostility, a pierwszy wystrzał graczy dokłada dodatkowy wzrost zagrożenia. To genialnie oddaje klimat desperackiej infiltracji. Im więcej hałasujesz, tym bardziej zwracasz na siebie uwagę.
W praktyce prowadzi to do świetnych decyzji taktycznych. Czy warto otworzyć ogień już teraz? Czy może lepiej przemknąć bokiem i uniknąć walki? Czy opłaca się jeszcze przeszukać jeden ark, skoro za chwilę na planszy pojawią się znacznie groźniejsi przeciwnicy?
Gra cały czas wywiera presję. Nie pozwala komfortowo siedzieć w miejscu i czyścić planszy z wrogów. Core Space wymusza ruch, ryzyko i improwizację.
To jedna z tych gier, w których nagle orientujesz się, że misja kompletnie wymknęła się spod kontroli, a drużyna desperacko próbuje dotrzeć do statku zanim wszystko się zawali.
System AI i zachowanie przeciwników
Ogromnym plusem jest sposób działania przeciwników sterowanych przez grę. First Born oraz inne NPC nie są tylko bezmyślnymi figurkami. Gra posiada własny system aktywacji i zachowań oparty o karty, poziom zagrożenia i tabelę AI.
To sprawia, że rozgrywka solo i kooperacyjna naprawdę działa. Nie miałem wrażenia sztucznego „obsługiwania” przeciwników. Wręcz przeciwnie — czasami ich zachowanie było brutalnie skuteczne.
Dodatkowo różne typy przeciwników zachowują się inaczej. Drony, Liege, Iconoclasts czy True Born mają własny charakter i funkcję na planszy. Gra bardzo dobrze buduje poczucie eskalacji zagrożenia. Początkowo spotykamy pojedyncze zagrożenia, ale z czasem robi się naprawdę niebezpiecznie.
Eksploracja i loot
Core Space bardzo mocno opiera się na eksploracji oraz zdobywaniu wyposażenia. I tutaj gra błyszczy.
Przeszukiwanie otoczenia daje ogrom satysfakcji. Nigdy do końca nie wiadomo, co znajdziemy w środku. Broń First Born, minerały, artefakty, przydatny sprzęt albo coś, co zaraz spróbuje nas zabić.
Świetnie działa też fizyczny aspekt tej mechaniki. Otwieranie elementów terenu i wyciąganie tokenów daje poczucie realnego szabrowania opuszczonych ruin. To drobiazg, ale bardzo buduje immersję.
Podoba mi się również ograniczenie miejsca na ekwipunek. To kolejna rzecz, która zmusza do podejmowania decyzji. Nie można zabrać wszystkiego. Czasami trzeba zostawić cenny przedmiot, bo bardziej opłaca się utrzymać amunicję albo medyczny stim.
Gra bardzo dobrze oddaje mentalność kosmicznych handlarzy i scavengerów. Tutaj loot naprawdę ma znaczenie.
Rozwój postaci i kampania
Jednym z największych atutów gry jest system kampanii.
Postacie rozwijają umiejętności, zdobywają nowe zdolności, ulepszają wyposażenie i utrzymują statek między misjami. Dzięki temu bardzo szybko zaczynamy przywiązywać się do własnej załogi.
Dashboardy postaci są fantastycznym pomysłem. Zarządzanie zdrowiem, amunicją i umiejętnościami za pomocą pegów jest niezwykle czytelne i jednocześnie daje satysfakcję fizycznej kontroli nad bohaterem.
Każdy członek załogi zaczyna mieć swoją historię. Ktoś ledwo przeżył poprzednią misję. Ktoś inny zdobył świetną broń. Jeszcze ktoś regularnie zostaje wysyłany do najbardziej niebezpiecznych zadań.
To bardzo narracyjna gra, mimo że nie opiera się głównie na ścianach tekstu.
Poziom trudności
Core Space potrafi być brutalny.
To nie jest gra, która będzie głaskać gracza po głowie. Bardzo łatwo popełnić błąd, który uruchomi lawinę problemów. Źle ustawiona postać, niepotrzebny wystrzał, zbyt długie pozostanie w jednym miejscu i nagle sytuacja robi się dramatyczna.
Jednocześnie nie miałem poczucia niesprawiedliwości. Gra jest wymagająca, ale konsekwentna. Większość porażek wynika z chciwości albo złego planowania. A ponieważ mechanika Hostility stale zwiększa presję, bardzo szybko uczymy się, że przetrwanie jest ważniejsze niż pełne wyczyszczenie planszy.
To jedna z tych gier, które uczą pokory.
Regrywalność
Regrywalność stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie.
Losowe wydarzenia, różne konfiguracje planszy, przeszukiwanie tokenów, zmieniające się sytuacje i możliwość modyfikowania misji sprawiają, że nawet powtarzanie tych samych scenariuszy potrafi wyglądać zupełnie inaczej.
Do tego dochodzi możliwość dodawania nowych NPC, kart wydarzeń i modyfikacji poziomu zagrożenia. Gra wręcz zachęca do eksperymentowania.
Bardzo podoba mi się też podejście twórców do sandboxowości. Gra otwarcie mówi, żeby gracze traktowali Core Space jako framework do własnych historii. I rzeczywiście czuć, że ten system ma ogromny potencjał do tworzenia własnych scenariuszy i kampanii.
Wykonanie
Wizualnie ta gra robi świetne wrażenie.
Figurki, teren i ogólna stylistyka bardzo dobrze sprzedają klimat brudnego science fiction. Największą robotę wykonuje jednak modularna plansza 3D. Po rozłożeniu całości stół wygląda fenomenalnie.
Minusem może być czas przygotowania rozgrywki. Potrzebujemy około 15–20 minutach setupu i faktycznie trzeba się przygotować na bardziej „hobbystyczne” podejście. To nie jest tytuł, który wyciąga się spontanicznie na pół godziny.
Ale z drugiej strony właśnie dzięki temu Core Space daje tak mocne poczucie przygody.
Finalne wrażenia
Core Space: First Born zrobiło na mnie ogromne wrażenie przede wszystkim tym, jak konsekwentnie buduje klimat walki o przetrwanie.
To gra pełna napięcia, nieprzewidywalności i historii, które tworzą się same podczas rozgrywki. Czasami plan działa perfekcyjnie. Innym razem cała misja zamienia się w paniczną ucieczkę do statku z jednym rannym członkiem załogi i połową amunicji.
I właśnie wtedy Core Space działa najlepiej.
To nie jest sterylna łamigłówka taktyczna. To brudna, chaotyczna i bardzo klimatyczna przygoda science fiction, w której każda decyzja może mieć konsekwencje.
Jeżeli lubicie gry, które potrafią opowiadać historie samą mechaniką, a jednocześnie dają ogrom swobody i świetny klimat eksploracji, to Core Space: First Born jest tytułem, któremu zdecydowanie warto poświęcić czas.