Są gry, które od pierwszych minut rozgrywek jasno mówią, czego od nas chcą. Fate robi to bardzo bezpośrednio: Grimheim jest w opałach, Freyja wyjechała, a potwory tylko na to czekały. Zostajemy rzuceni w sam środek problemu jako niedoświadczeni bohaterowie z wielkimi ambicjami i jeszcze większym entuzjazmem. I od razu powiem jedno – ta gra naprawdę daje poczucie, że bronimy ostatniej linii, a każda decyzja ma znaczenie.
Ogólne założenia i klimat rozgrywki
Fate to kooperacyjna gra planszowa, w której wspólnie próbujemy przetrwać kolejne fale potworów napierających na Grimheim ze wszystkich stron. Przegrana jest bardzo namacalna – każde wtargnięcie potwora do miasta oznacza fizyczne zniszczenie jednego z elementów miasteczka, a jeśli zniknie ostatni z nich, czyli Studnia Freyi, gra się kończy. Zwycięstwo natomiast nie polega na wybiciu wszystkiego do zera, tylko na wytrzymaniu do końca toru czasu. To ważna różnica, która mocno wpływa na sposób myślenia przy stole.
Klimat jest wyraźnie osadzony w nordyckiej mitologii, ale podany z lekkim, momentami humorystycznym zacięciem. Opisy bohaterów, potworów czy nawet zasady wyłaniania pierwszego gracza pokazują, że twórca nie traktuje się tu śmiertelnie poważnie – i to działa na plus.
Mechanika – prosta w założeniach, bogata w decyzje
System akcji
Każdy gracz w swojej turze wykonuje dokładnie dwie różne akcje spośród dostępnych: atak, ruch, przygotowanie, skupienie, leczenie lub trening. Brzmi klasycznie, ale ograniczenie, że nie można wykonać dwa razy tej samej akcji w jednej turze, bardzo szybko wymusza planowanie. Nie da się po prostu „atakować do oporu” – trzeba myśleć, kiedy się przesunąć, kiedy dobić kartę, a kiedy zainwestować w rozwój postaci.
Do tego dochodzi cała warstwa akcji darmowych: używanie ekwipunku, zdolności, kart wydarzeń czy dzielenie się złotem z sąsiednim bohaterem. W praktyce sprawia to, że tura gracza jest krótka w strukturze, ale bardzo treściwa decyzyjnie.
Karty i rozwój bohatera
Każdy bohater ma własną, unikalną talię 40 kart, składającą się z: karty bohatera (z wersją ulepszoną), zdolności (również dwustronnych), ekwipunku, kart wydarzeń.
Bardzo podoba mi się to, że nic nie trafia do nas automatycznie. Nowe zdolności zdobywamy przez ulepszenia, a ekwipunek wyłącznie przez realizację konkretnych zadań. Te zadania często wymagają nie tylko bycia w określonym miejscu, ale wręcz „poświęcenia” akcji, co potrafi zaboleć w krytycznym momencie gry.
Rozwój jest stopniowy, wyczuwalny i satysfakcjonujący. Przerzucenie karty na stronę ulepszoną albo zdobycie nowej zdolności realnie zmienia sposób, w jaki dana postać funkcjonuje na planszy.
Walka – losowa, ale pod kontrolą
System walki opiera się na rzutach kośćmi ataku, gdzie liczy się liczba trafień, ale też kontekst: osłona w lesie, specjalne efekty potworów, możliwość zagrywania kart po rzucie. Bardzo ważne jest to, że losowość można modyfikować – przez zdolności, wydarzenia czy skupienie many na kartach.
Nie ma tu poczucia totalnej bezradności wobec kości, ale też nie da się wszystkiego idealnie zaplanować. Dokładnie tak, jak powinno być w kooperacyjnej grze obronnej – napięcie utrzymuje się do końca.
Potwory i presja czasu
Jednym z najmocniejszych elementów Fate jest sposób, w jaki działa tura potworów. One nie są chaotyczne – zawsze poruszają się w stronę Grimheim, zgodnie z wyznaczonymi ścieżkami i drogami. To sprawia, że gracze mogą planować blokady i pozycjonowanie, ale jednocześnie nie mogą pozwolić sobie na ignorowanie żadnego kierunku ataku.
Dodatkowo: potwory mają różne frakcje z unikalnymi zasadami, bossowie niszczą aż trzy elementy miasta, tor czasu regularnie dorzuca nowe zagrożenia lub powoduje szarżę wszystkich wrogów.
Czas jest tu realnym przeciwnikiem. Im dalej w grę, tym trudniej jest „sprzątać planszę”, a coraz bardziej chodzi o kupowanie kolejnych tur.
Plansza i przestrzeń
Heksagonalna mapa z różnymi typami terenu nie jest tylko ozdobą. Lasy dają osłonę, góry są niedostępne dla bohaterów, jeziora blokują ruch, a Grimheim działa jak osobna, zamknięta strefa. Bardzo podoba mi się to, że każde pole ma znaczenie, a złe ustawienie jednej postaci potrafi zablokować ruch całej drużyny.
Regrywalność i poziom trudności
Gra oferuje: dwa tory czasu (krótszy i dłuższy), opcjonalną kość potworów zwiększającą chaos, kilka sposobów sztucznego podniesienia trudności, pełne wsparcie dla trybu solo.
Dzięki różnym bohaterom, kolejności pojawiania się potworów i legendarnych bossów, Fate spokojnie można rozgrywać wielokrotnie bez poczucia powtarzalności. Co ważne – trudność rośnie naturalnie, a nie przez „oszukiwanie” graczy.
Emocje i ogólne wrażenia
Najlepsze w Fate jest to ciągłe napięcie: „czy jeszcze damy radę?”, „czy możemy pozwolić sobie na ten upgrade?”, „czy ten potwór naprawdę musi wejść do miasta?”. Gra regularnie stawia drużynę pod ścianą, ale jednocześnie daje narzędzia, by z tej ściany się odbić – jeśli tylko gracze będą współpracować.
Dla mnie to bardzo solidna, przemyślana kooperacja z wyraźnym klimatem i jasnym celem. Fate nie próbuje być wszystkim naraz – skupia się na obronie Grimheimu i robi to naprawdę dobrze.
